Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tilda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tilda. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

3 nowe lale

Koleżanka z przedszkola zaprosiła Julcię na imieniny. W prezencie dostała błękitnooką blond panienkę:


Wcześniej jednak powstała jej czarnowłosa siostrzyczka:


kojarzy mi się ze Śnieżką, a Wam? ;)

Lala jest nierozbieralna, ma dżinsową pikowaną kamizelkę z kapturem, mierzy ok 28 cm i jest do wzięcia :)

A jeszcze wcześniej Anulka dostała na urodziny Lalę Do Spania:


Ok 30 cm czułości do przytulania, stanowi swobodną interpretację lali z książki "Tilda's Toy Box" 

W tym miejscu pragnę powitać Krasnoludki i Małgosię. I Śmieciarza też! 
(pozdro dla kumatych!) ;)
 Dajcie znać, czy Wam się tu podoba!


sobota, 17 października 2015

Owieczka dla Ali

Nie zapomniałam, nie nie.. :)
W sierpniu powstała dla małej Ali taka przytulaśna panna:


Mam nadzieję, że znalazła miejsce w serduszku tej słodkiej dzieciny :) bo mama Ali szyje jej takie fajne zabawki (i taaakąąą fajną chmurkową podusię!!), że co tam taka ofca od obcej ciotki..
Niech się Ala  zdrowo chowa :*

środa, 14 października 2015

Króliki mi się mnożą

co by tu dzisiaj...
aha, może króliki. Zapomniałam wymienić wczoraj zabawek zrobionych dla dzieci przyjaciół i kuzynki.

Z cyklu " w jedno popołudnie (plus noc, bo jutro trza oddać)".

Dla Oli, pięcioletniej córeczki mojej kuzynki (powstała w lipcu):




Na pierwsze urodziny Sebastianka (powstał w kwietniu):




I na koniec królik sensoryczny, który powstawał ponad rok! Najpierw zgubiłam ucho, potem coś tam, coś tam.. ostatecznie tak się z  nim namęczyłam, ze nigdy więcej!! Narysowałam go "z głowy", ale widać silną inspirację Humorkami-Stworkami. W uszach ma szeleszczącą folię, w łapkach twarde silikonowe kulki, w brzuchu grzechotkę. Powędrował do malutkiej Sary: 


Te piękne kolory w tle to dzieła mojej Julci :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Wianek - edycja bieżącowiosenna i zeszłozimowa :)

Tak się obecnie prezentuje mój wianek na drzwiach wejściowych.


Drewniane motylki z marketu za 2,50 i modelinowa "wiosenka" :) 
Miałam ogromną ochotę ulepić z modeliny laleczkę i tak mi zaświtało, że Tildy to jeszcze w tej technice nie widziałam [na pewno już gdzieś są, kto wie gdzie to niech mnie oświeci ;) ]. Wymieszałam to co miałam (marketowa modelina Koma-plast, to samo opakowanie, co Pinkie Pie), żeby pozyskać kolor ciałopodobny i jakikolwiek inny nadający się i wystarczający na sukienkę i wyszło mi tak jak wyszło. 
Dla jej własnego bezpieczeństwa chciałam ją wyeksponować w jakimś trudnodostępnym miejscu.. padło na wianek, wisi poza zasięgiem małych łapek siejących zniszczenie.. jeszcze..

A ponieważ zrobiłam ją jeszcze w zimie, wianek zaprezentował się tak: 


No co? czerwony to tez kolor kojarzący się z zimą, nie? ;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Owca stojąca

Właśnie się zorientowałam, że mniej więcej rok temu też powstała owca :)
Ta dzisiejsza uszyła się jeszcze w lutym, i to w pierwszej połowie lutego - takie mam tempo publikowania :) To nie koniec podobieństw - uszyte są dokładnie z tej samej pieluchy i szmatki, tylko pyszczek tym razem jest z mikrofazowego prześcieradła (tamta ma z surówki). Szyta jest też wyłącznie ręcznie, ale tym razem trochę dłużej ;)
Posiłkowałam się tym tutorialem. A następnego dnia przyjrzałam się wykrojowi z tego  - widzicie to? I pomyśleć, że dysponując ok 3-4 wersjami wykroju na tę zabawkę, przypadkiem wybrałam sobie najbardziej skomplikowany :P nic to, mam teraz ambicję zrobić po jednej z każdego ;)
Aha, panna jest niziutka, ma 15 cm wzrostu. Spódnica jest z koła, jakaś taka za długa na tutu, żeby nazwać ją baletnicą, więc dałam jej na imię Marylin :>
Zrobiłam ją dla siebie. Nawet nie próbuję tym razem oszukiwać siebie, że dla dziecka. Jest krzywa, "wyszczerzona" (szew na pysku daje wrażenie zębów barrakudy), ale jest moja własna i ją lubię :)
Lejdis end dżentlmen, Marylin!


piątek, 7 lutego 2014

Nadrabiam vol.5 (tildowy aniołek)

Moja Mama obchodziła niedawno okrągłe urodziny. W ostatniej chwili wpadłam na pomysł, żeby jako dodatek do prezentu podarować aniołka. Ciałko miałam gotowe, bo taki maluch łaził za mną od dawna. Natchnęły mnie oczywiście anioły Agaphci - ta kobieta dodaje mi skrzydeł :)
Tym razem naprawdę przyłożyłam się do ubranka i detali. Tu koralik, tam siedem ;) I ze skrzydłami poszalałam, a co! Nadłubałam się co prawda przy takich małych tildowych, ale po ubraniu golasa uznałam, że stara flanela nie pasuje do perłowo-złotej "skóry" :P
Jak wspomniałam, był to dodatek do prezentu głównego - torebki, i do tej torebki się łatwo zmieści - ma 21 cm wzrostu :> Szyty całkowicie ręcznie.
Nieskromnie uważam go za moje koronne dzieło. Jak dotąd. :>










środa, 22 maja 2013

Młoda para i.. depresja poporodowa?

11 maja nasza przyjaciółka brała ślub. Nie mogłam opuścić tej uroczystości, bo to ważna dla nas osoba, była zresztą moją druhną :) i żaden tam skomplikowany poród i boląca nadal d.. nie były wystarczającą wymówką! No dobra, darowaliśmy sobie wesele :P
Młodym, gdy przyszli z zaproszeniem, spodobał się króliczek mojej córci Julci (o ten tu właśnie), więc zapaliła mi się żaróweczka i plan taki powzięłam, aby w prezencie ślubnym, miast kwiatów czy wina, ślubną parkę im sprawić. Tak się zawzięłam, że choć nie zdążyłam przed porodem, to już po powrocie ze szpitala powolutku co dzień coś tam dłubałam.. aż na 4 godziny przed uroczystością wydłubałam ostatecznie! :) Ło takie ło:


Szablon zająca zapożyczyłam od Tatiany Conne. Niestety nie zmierzyłam ich, ale nie mają więcej jak 20 - 25 cm z uszami. Z pośpiechu zapomniałam też dodać im rumieńców. Wypchane szatkowanym nylonem ;) 

A teraz smuty. Sama jestem sobie winna, ale poskarżyć się i tak potrzebuję. Jakiś czas temu oddałam maszynę do serwisu i z pośpiechu nie wyjęłam z niej akcesoriów. Oczywiście wróciła bez nich. "A co tam" - pomyślałam - "oliwa i dwa śrubokręty, znajdzie się zastępstwo w razie konieczności!". A któregoś poranka dotarło do mnie: "Moje stopki!" Wszystkie moje stopki tam były.. najbardziej żal mi tej do dziurek na guziki, bo jej akurat zamierzałam używać. Niby taka pierdoła ale skutecznie mnie dobiła na cały dzień, tydzień, i kolejny.. Mąż mnie pociesza "nie martw się, niedługo będzie nas stać, odkupisz sobie" i zastanawia się na głos czy mnie nie dopadła depresja poporodowa. No ale z takiego błahego powodu? A może to właśnie ta kropla przelewająca czarę? Bo jednak bardziej boli, że on jest tak daleko.. że chciał przyjechać na weekend, a ekonomia nas znów pokonała.. że dzieci rosną, co dzień się zmieniają i uczą nowych rzeczy, a on tego nie może zobaczyć. Tylko czasem, jak jest jeszcze na tyle wcześnie, że nie śpią, spotyka je wirtualnie. Wirtualnie rozmawiamy i widzimy się codziennie, ale czasem to jest jeszcze trudniejsze. Komputer jakoś nie umie mnie objąć, kiedy tego potrzebuję..


czwartek, 25 kwietnia 2013

Miś dla dziecka i rodzica ;)

Przyjaciółka od tego kompletu urodziła miesiąc temu synka. Uszyłam dla Jasia małego misia  (ok 15 cm wzrostu), ręcznie, oczka wyhaftowane, nosek naszyty (sztruks) i też "wyhaftowany", wypchany nylonowymi rajstopami, w tułowiu zwiniętymi w rulon, dzięki czemu jest bardzo sprężysty - i tu odkryłam nowe zastosowanie misia: idealnie leży w dorosłej dłoni, a ściskanie go świetnie odstresowuje sfrustrowanego rodzica. No, przydatny gadżet ;)


środa, 24 kwietnia 2013

W międzyczasie..

.. tak sobie szyłam:

ciżemki z filcowych ściereczek wg szablonu tildowego dostosowanego do rozmiaru stópki mojej modelki. Taki tam gadżecik ;)

wtorek, 29 stycznia 2013

Owieczka

Ja też już tęsknie do wiosny. 
Przeglądając uważniej "Tilda Paske" natchnęło mnie - muszę to uszyć! Pokombinowałam trochę z rozmiarem, bo wypełnienie się kończy, i wyrobiłam się w sam raz. Biały materiał to stara flanelowa pielucha - oczywiście nieużywana ;) jeszcze z "mojej" wyprawki. Różowy filc to szmatka do kurzu - nowa :)
Całość uszyta ręcznie w jedno popołudnie i wieczór. 




Przygotowując wykrój stałam przed dylematem: dla kogo ta owieczka? Wykańczając robotę dedykowałam ją mojej młodszej, mającej się dopiero narodzić córeczce. Ale gdy ok północy owieczka była gotowa, starsza córcia właśnie się przebudziła. Ujrzawszy pochwyciła i nie wypuściła z rączek aż do rana, a po przebudzeniu pierwszą rzeczą było namierzenie zabłąkanej owieczki i wciągnięcie jej z powrotem do łóżka. Chyba muszę uszyć drugą :)

...a mąż powiedział, że to najfajniejsza rzecz jaką dotąd uszyłam.. :)))

Edit: Skorzystałam z zaproszenia i zgłosiłam owieczkę tu:

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Anioł dla Ewelki

Znam takiego jednego Anioła.. 
Wiele jej zawdzięczam i dlatego chciałam jej podarować osobistego Aniołka. Żeby wiedziała :)




środa, 2 stycznia 2013

Anioł dla Ewci

Postanowiłam uszyć siostrze Anioła na imieniny. Ubrany jest w stylu, w jakim nosi się jego właścicielka, posiada też krótką, bujną blond czuprynę (choć to już ostatnio nieaktualne ;)), zdecydowanie jednak nie przystaje do niej figurą ;)
Mierzy dumne 30cm.

Poły żakietu są równe, jedna się po prostu wywinęła do zdjęcia :P

Powiem nieskromnie, że podoba mi się :>

niedziela, 30 grudnia 2012

Prezenty heart-made.. ale nie ode mnie ;)



Moja przyjaciółka (ta od wianka) zrobiła mi zaszczyt i zamówiła u mnie prezenty gwiazdkowe dla swoich bliskich. Miały być dwa króliki - eleganckie damy nawiązujące stylem do ich przyszłych właścicielek, oraz trzy chusteczniki w ulubionej kolorystyce obdarowanych. 

Zacznę od króliczków: Mają ok 31 cm wzrostu i lubią eleganckie przyjęcia ;)



Pod sukienkami (czarna w stylu lat 20-stych, kremowa a'la bombka) noszą eleganckie figi :>



A tak prezentują się chusteczniki:

black&white
paleta pasteli
kolory jesieni
Mam nadzieję, że prezenty przypadły do gustu obdarowanym .. :)

A taki chustecznik już wcześniej dostała ode mnie zamawiająca, w komplecie z prezentowanymi już kocimi podkładkami. Wiecie, wcześniej nie mogłam pokazać.. ;)


czwartek, 29 listopada 2012

Renio :)

Pokusiłam się na świąteczną ozdobę domu ;)


Renio docelowo miał zdobić wianek, który zamierzałam uwić i zawiesić na drzwiach. Wianka jeszcze nie ma, mąż nie dowiózł gałązek :P
Ale wizja w głowie silna, więc może co jeszcze z tego będzie.. jeśli renio przetrwa kolejne przytulanki z Julcią.. :>

piątek, 29 czerwca 2012

ładne kwiatki ;)

Od jakiegoś czasu chodziły za mną te kwiatki.. widziałam je na wielu blogach, również zagranicznych -  głównie jako poduszeczki na szpilki ;) ale chyba najbardziej podoba mi się, jakie pomysły na nie mają Llooka i Marzena. W moim wydaniu to dzianinowa broszka o 6 płatkach, średnicy ok 5 cm:


Potem uznałam, że potrzebuję małej torebeczki, docelowo przewieszanej przez ramię na skos, obecnie jeszcze jest "do dłoni" ;) nie ma też póki co zapięcia, ale jeszcze się doczeka. Wykrój pochodzi z Tildowego wydania "Primavera", choć trudno w nim dopatrzeć się podobieństwa do oryginału.. nie jestem jeszcze wprawiona w szyciu na maszynie, więc krzywe to wszystko i kanciaste, a jednak cieszy mnie i tak! Torebeczka nie jest usztywniona i wypycha ją zawartość (to następnym razem), co potęguje wrażenie niezgrabności :)


Ozdobiłam ją kwiatkiem - tym razem ośmiopłatkowym - z materiału tego samego co podszewka, czyli starej poszewki na kołdrę. Nie muszę chyba dodawać, że torebka jest z nogawek starych sztruksów? :)


 Do towarzystwa dorobiłam drugiego kwiatuszka, z którym jeszcze nie wiem co zrobię..


 ..a potem jeszcze dwa z resztek. I tak się razem walają po kątach.. ;)


W trakcie szycia torebki moja kochana maszyna znów mnie zaskoczyła fochami, więc dokańczałam ręcznie. Kwiatki wszystkie też są ręcznie - jakoś tak jest szybciej ;)

niedziela, 17 czerwca 2012

samo szycie ;)

Trochę się z tym zbierałam, ale chyba już pora pokazać efekty mojej pierwszej przygody z maszyną do szycia. No, drugiej, pierwsze były zasłony ;) Zachwycona Tildą musiałam spróbować! Tremę mam, bo wyszło paskudnie koślawie, przynajmniej jeśli chodzi o anioła - z królika jestem umiarkowanie kontenta :P

To zacznę od niego, zresztą on też był moim pierwszym maszynowym szyjątkiem. Odkąd zobaczyłam wspaniałe króliki Pani Moniki zapragnęłam ozdobić takim cudeńkiem pokoik mojej córeczki. Niestety, się nie przelewa, zakup to byłaby w oczach świata fanaberia ;) ale przecież ręce mam, materiały u mamy w szafie się kurzą, poczekałam tylko na maszynę w prezencie urodzinowym obiecaną.. no i siup!

Pod spodem ma długie galotki zrobione z przyciętego rękawa zwiewnej bluzki, z kiecki zadowolona nie jestem, ale zmieniać nie mam zamiaru. Uszy przyszyte co najmniej nagannie. Na wypchanie poświęciłam ozdobny jasiek. Jest też kapelutek, ale kiepsko się układa więc królik w akcie solidarności z dzieckiem konsekwentnie pozbywa się nakrycia głowy. Daleko mu do ideału (czytaj: do królików Pani Moniki), ale córcia go lubi, czego dowodem czekoladowe znamię na łapce :)

Potem przyszła pora na aniołka. Podobnie jak królików, wiele ich w sieci, ale tak jak króliki tylko Moniki, tak anioły tylko Agaphciowe. Na te tym bardziej nie mogę sobie pozwolić, ale na próbę uszycia własnego w podobnym stylu (podobnym, czyli w nie-tildowym ubranku.. chyba dokonałam nadużycia :)
Anioł koślawy, wypchany watą -okropność!- ale od początku szyty z sercem bo z przeznaczeniem na prezent dla Mamy na Dzień Matki. O taki o:
kiepska jakość bo na świerzo komórką :/ 

w miejscu przeznaczenia :)
Ubranko 100% recyklingowe: nogawki ze skracanych dżinsów i stara poszewka na poduszkę, skrzydełka z wyściółki pudełka po komplecie filiżanek. Włosy też budżetowe - ciekawe czy ktoś zgadnie z czego? ;>
Powyżej widać też broszkę stanowiącą uzupełnienie prezentu, ale o tym  następnym razem..