Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lipca 2016

Julianki

Ponieważ pytano mnie "jak się nazywają te twoje lale?" postanowiłam nadać im miano. Julianna to złożenie imion moich córek. Prezentuję zatem kolejne dwie julianki :)

Julianka dla Kaji - blondwłosa i niebieskooka jak jej nowa właścicielka:


I julianka dla Oli - zielonooka szatynka:


Obie laleczki mierzą ok 28 cm wzrostu i są rozbieralne, bluzeczki zapinane są z tyłu na rzepy.

I pożegnalna fotka ze Śnieżką, która nadal mieszka w moim kąciku :)



Ten post bierze udział w Urodzinowym Linking Party Kasi:



środa, 25 maja 2016

3 nowe lale

Koleżanka z przedszkola zaprosiła Julcię na imieniny. W prezencie dostała błękitnooką blond panienkę:


Wcześniej jednak powstała jej czarnowłosa siostrzyczka:


kojarzy mi się ze Śnieżką, a Wam? ;)

Lala jest nierozbieralna, ma dżinsową pikowaną kamizelkę z kapturem, mierzy ok 28 cm i jest do wzięcia :)

A jeszcze wcześniej Anulka dostała na urodziny Lalę Do Spania:


Ok 30 cm czułości do przytulania, stanowi swobodną interpretację lali z książki "Tilda's Toy Box" 

W tym miejscu pragnę powitać Krasnoludki i Małgosię. I Śmieciarza też! 
(pozdro dla kumatych!) ;)
 Dajcie znać, czy Wam się tu podoba!


wtorek, 26 kwietnia 2016

Haftowane spódniczki

Z t-shirtów siostry wymodziłam moim dziewczynom wiosenno - letnie spódniczki. A żeby nie były nudne, powyszywałam im obrazki inspirowane naturą.
Obrazki improwizowane, szkicowane na kolanie, bezpośrednio na materiale w przypadku różowej, lub bardziej przemyślane w przypadku niebieskiej.
Kolory nici dobierałam ad hoc - normalnie jazda bez trzymanki (no co, w życiu statecznej matrony to prawdziwe szaleństwo!)
Dzieciom się podoba, a Wam? :)

wtorek, 8 marca 2016

Nowe laleczki

Hurra! Dostałam zamówienie na laleczki! :) okazało się, że to co uszyję podoba się nie tylko mojej mamie :D

Warunkiem koniecznym były czarno-białe rajstopki, reszta stroju dowolna. Poza tym jedna miała być czarna, druga blond, dwa kucyki i wzrost ok 30cm (wyszło 29..).




Na odbiór umówione jesteśmy na koniec marca, więc jeszcze nie wiem, czy się spodobają. W razie czego szyją się kolejne, tak na zaś.. ;)


wtorek, 20 października 2015

Laleczki pod choinkę

..pod zeszłoroczną choinkę :)

Mają wymiary zbliżone do Barbie ( z wyjątkiem obwodu w klatce piersiowej), w związku z czym wymieniają się ciuchami. A dokładniej, Barbie im podkradają!

Buźki wymalowałam farbkami do tkanin i pisakiem, za którym latałam po mieście i nabyłam tylko w tym celu. Szukałam jak najcieńszego, ale wzięłam co było. Matka wariatka. Potem trafiłam na zestaw pasteli do tkanin z pisakiem gratis - jest idealnie cienki. Tylko, że dużo potem. Włoski są z satynowych wstążek, też kupionych na tę jedynie okazję. 

Uszyte wg wykroju i tutoriala znalezionego tutaj:



poniżej bardziej rzeczywiste kolory:


Noszę się z zamiarem uszycia kolejnych, tym razem na sprzedaż. O ile będą chętni. Beta-testy wypadły pomyślnie i są to jedne z ulubieńszych zabawek moich córek, stanowiące solidną konkurencję dla plastików. Przynajmniej można z nimi bezpiecznie spać i nie gniotą podczas przytulania.
..tylko bardzo bym nie chciała nigdy więcej wciągać im tych podkolanówek... 

Co myślicie o takiej alternatywie dla barbie? sprzeda się? czy rynek już nasycony szmaciankami?

sobota, 17 października 2015

Owieczka dla Ali

Nie zapomniałam, nie nie.. :)
W sierpniu powstała dla małej Ali taka przytulaśna panna:


Mam nadzieję, że znalazła miejsce w serduszku tej słodkiej dzieciny :) bo mama Ali szyje jej takie fajne zabawki (i taaakąąą fajną chmurkową podusię!!), że co tam taka ofca od obcej ciotki..
Niech się Ala  zdrowo chowa :*

środa, 14 października 2015

Króliki mi się mnożą

co by tu dzisiaj...
aha, może króliki. Zapomniałam wymienić wczoraj zabawek zrobionych dla dzieci przyjaciół i kuzynki.

Z cyklu " w jedno popołudnie (plus noc, bo jutro trza oddać)".

Dla Oli, pięcioletniej córeczki mojej kuzynki (powstała w lipcu):




Na pierwsze urodziny Sebastianka (powstał w kwietniu):




I na koniec królik sensoryczny, który powstawał ponad rok! Najpierw zgubiłam ucho, potem coś tam, coś tam.. ostatecznie tak się z  nim namęczyłam, ze nigdy więcej!! Narysowałam go "z głowy", ale widać silną inspirację Humorkami-Stworkami. W uszach ma szeleszczącą folię, w łapkach twarde silikonowe kulki, w brzuchu grzechotkę. Powędrował do malutkiej Sary: 


Te piękne kolory w tle to dzieła mojej Julci :)

wtorek, 3 lutego 2015

Karnawał 2015

Bal karnawałowy za nami. Julia zachwycona. Zadanie wykonane. Uff..
Pomysł na przebranie pojawił się natychmiast na wieść o balu, czyi jeszcze w listopadzie.. Po prostu już wcześniej trafiłam na kostiumy BloomsNbugs na etsy i przepadłam :)
Mój co prawda nie wygląda identycznie, ani tez nie kosztował mnie 133 zł (plus przesyłka), ale inspiracja jest widoczna. Uważam zresztą, że pomysł ze spódniczką tutu jako bazą dla kostiumów różnych bajkowych postaci jest po prostu świetny, brawa dla autorki! Na jej blogu  jest nawet instrukcja jak zrobić taki strój :)

A tak się prezentuje moja interpretacja przebrania Pinkie Pie:
- spódniczka ze znaczkiem i ogonem
- opaska z grzywą i uszkami
- filcowa broszka Pinkie Pie -taki "identyfikator" :)
- różowa bluzka i rajstopki wygrzebane z szafy, obuwie standardowe ;)





I na właścicielce:


wtorek, 27 stycznia 2015

Baletnica

Ha!
W poprzednim poście zapowiedziałam prezentację właściwego prezentu urodzinowego Julki. Z naiwną nadzieją, że nastąpi to niebawem.. Za dwa miesiące Julka ma kolejne urodziny. I wiecie co, w następnym poście będzie prezent na te nadchodzące właśnie. Nie dlatego, że znowu zapowiada się długa przerwa. Po prostu, jest już gotowy ;)

Ale najpierw zaległy:


środa, 9 lipca 2014

Korona dla Jubilatki

Ale mam zaległości..! :P Co się będę tłumaczyć, wszyscy wiedzą jak jest ;) Właśnie zobaczyłam datę ostatniego posta i to mnie zmobilizowało. Po sprawdzeniu dysku okazało się, że mam nawet gotowe zdjęcia, no to siup:
Na trzecie urodziny mojej Julci przygotowałam m.in. koronę (oryginalne że hej!).  Te urodziny były pod koniec marca..



..ale korona nadal w użyciu, znaczy, że się podoba :)
Następnym razem pokażę prezent "właściwy". Mam nadzieję, że niedługo :)

piątek, 2 maja 2014

Myszki dwie

Mniej więcej w czasie, gdy publikowałam poprzedni post, powstały czapeczki na sezon wiosna/jesień.
Taa, wiem.. mam taki poślizg w blogowaniu, zarówno czynnym, jak  i biernym, że uzbierało mi się niemal 800 nieprzeczytanych postów.. :0
Geneza:
Spacer. Julka w berecie (na zimową czapę uszatkę już za ciepło), uszy wciąż na wierzchu, a jak  nie uszy to czoło i odsłonięte zatoki. Każda matka ma jakiegoś fioła, ja mam na punkcie uszu i zatok właśnie. Trybi-trybi "to może samej uszyć.." trybu-trybu "taka nie za ciepłą, ale na uszy i głęboko na czoło.." tryb-tryb-tryb "jak Myszka Minnie nie przymierzając. No kurcze, uszy przecież też można!"
Jeszcze tego samego dnia los czarnych ciążowych legginsów został przesądzony. Następnego zaś prototyp okazał się za ciasny na trzylatkę i dostał się w spadku młodszej siostrze. Zatem przesądził się los czarnego T-shirtu, z którego akurat wyrosłam :) Przy okazji olśniło mnie, że kiedyś koleżanka obdarowała mnie  w celach recyclingowych czerwoną piżamą w kropki - ideolo! Szyjąc drugi egzemplarz dopracowałam ten dziubek na środku, w pierwszej przy odszywaniu się zgubił..
Bardzo trudno o zdjęcia na modelach żywych, kto próbował, ten wie ;) W każdym razie przy poprawnym nałożeniu czapy, uszy stoją.
Na koniec nadmienię, że wszystkie babcie na dzielni się oglądają, a co śmielsze sąsiadki czynią sympatyczne uwagi. Właścicielkom też się podoba. Zwłaszcza Julia domaga się czapy nawet gdy pogoda nie wymaga, natomiast Ania wyjątkowo rzadko ją zrywa, w stosunku do innych czapek :> Ja zaś najbardziej jestem zadowolona z tego, że spełniają swoją funkcję i nie muszę co chwila czapek dzieciom poprawiać.
Uszyte na maszynie, ręczne wykończenie uszu (pikowanie?), pomysł i projekt mój, inspirowany postacią z popularnej kreskówki :)

Pozuje tylko jedna i ta sama myszka. Druga na zdjęciach wychodzi rozmyta ;)
EDIT: Dla tych, co lubią te klimaty - patrzcie, co ta Martyna znowu wymyśliła! klik :)))

poniedziałek, 24 marca 2014

Owca stojąca

Właśnie się zorientowałam, że mniej więcej rok temu też powstała owca :)
Ta dzisiejsza uszyła się jeszcze w lutym, i to w pierwszej połowie lutego - takie mam tempo publikowania :) To nie koniec podobieństw - uszyte są dokładnie z tej samej pieluchy i szmatki, tylko pyszczek tym razem jest z mikrofazowego prześcieradła (tamta ma z surówki). Szyta jest też wyłącznie ręcznie, ale tym razem trochę dłużej ;)
Posiłkowałam się tym tutorialem. A następnego dnia przyjrzałam się wykrojowi z tego  - widzicie to? I pomyśleć, że dysponując ok 3-4 wersjami wykroju na tę zabawkę, przypadkiem wybrałam sobie najbardziej skomplikowany :P nic to, mam teraz ambicję zrobić po jednej z każdego ;)
Aha, panna jest niziutka, ma 15 cm wzrostu. Spódnica jest z koła, jakaś taka za długa na tutu, żeby nazwać ją baletnicą, więc dałam jej na imię Marylin :>
Zrobiłam ją dla siebie. Nawet nie próbuję tym razem oszukiwać siebie, że dla dziecka. Jest krzywa, "wyszczerzona" (szew na pysku daje wrażenie zębów barrakudy), ale jest moja własna i ją lubię :)
Lejdis end dżentlmen, Marylin!


piątek, 7 lutego 2014

Nadrabiam vol.5 (tildowy aniołek)

Moja Mama obchodziła niedawno okrągłe urodziny. W ostatniej chwili wpadłam na pomysł, żeby jako dodatek do prezentu podarować aniołka. Ciałko miałam gotowe, bo taki maluch łaził za mną od dawna. Natchnęły mnie oczywiście anioły Agaphci - ta kobieta dodaje mi skrzydeł :)
Tym razem naprawdę przyłożyłam się do ubranka i detali. Tu koralik, tam siedem ;) I ze skrzydłami poszalałam, a co! Nadłubałam się co prawda przy takich małych tildowych, ale po ubraniu golasa uznałam, że stara flanela nie pasuje do perłowo-złotej "skóry" :P
Jak wspomniałam, był to dodatek do prezentu głównego - torebki, i do tej torebki się łatwo zmieści - ma 21 cm wzrostu :> Szyty całkowicie ręcznie.
Nieskromnie uważam go za moje koronne dzieło. Jak dotąd. :>










czwartek, 6 lutego 2014

Nadrabiam vol.4 (lala dla Julci)

Wspomniałam już, że uszyłam coś Julce na Boże Narodzenie. Lalkę. Ale nie byle jaką. To musiała być specjalna lalka, która miała zastąpić porcelanową, a którą obiecałam uszyć natychmiast po tym, jak porcelanowa straciła twarz.
Lalka musiała pasować do stroju i akcesoriów, planowałam też wykorzystać włosy poprzedniczki - na szczęście były peruką na siatce przyklejoną do głowy. Po pół roku od nieszczęśliwego wypadku oryginału udało mi się wreszcie zrealizować obietnicę. Był to projekt zakrojony na ogromną skalę. Zanim się do niego wzięłam przewertowałam internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu instrukcji szycia idealnych lalek. Koncepcja nóg zmieniała się kilka razy, marzy mi się lala stojąca, ale tu stopki musiały się zmieścić w małe buciki, więc chciałam im nadać chociaż ładny kształt..hm..no, chciałam :) Stałymi punktami były tylko: głowa - dynia i ręce - z przeszytymi paluszkami. Wykrój poprawiałam kilka razy, żeby strojna błękitna suknia układała się jak najładniej. I co? Gucio. Wyszła za chuda, suknia na niej wisi (dlatego zdjęć nie będzie), więc dostała nowe, współczesne ubranko. Tak współczesne, że top pozbawiony jest wykończeń i może też pełnić rolę sukienki/tuniki. Głowa wyszła też średnio, ale nie jest AŻ TAK nieforemna jak na zdjęciach. Serio.
Najważniejsze, że Julce się podoba i Lala zjeździła z nią już pół województwa (w wielkim zaokrągleniu).
Zadowolona jestem z twarzy - wyszywałam ją bez żadnego szkicu, zupełnie od czapy. Oczkom dodałam granatową nitkę - tak, tak, ma tęczówki! ;)
Mam oczywiście w planach uzupełnienie garderoby Lali. Jak też Królika , którego niezdejmowalne ubranko okazało się zdejmowalne, jeśli zlecić to małej dziewczynce - jest okazja poszaleć :) I potrenować, bo nie ukrywam, że ubrania moich szyjątek to najbardziej niedopracowany element całości. Ale przy ostatnim projekcie naprawdę się przyłożyłam! O tym następnym razem, a tymczasem - Panie i Panowie, LALA:


środa, 5 lutego 2014

Nadrabiam vol.3 (szyjogrzeje)

...a jeszcze przed Bożym Narodzeniem uszyłam polarową chustkę na szyję. Miała być dla Ani, ale okazała się za szeroka na niemowlaka. Dostała ją więc Julka. Okazała się za szeroka również na niemaltrzylatka, ale i tak ją nosi.
 Dla Ani skroiłam już nową, mniejszą, ze ścinków po tej pierwszej, wzorując się na fasonie Martyny, o tym tutaj. Oczywiście jeszcze jej nie pozszywałam, może w czerwcu...


Btw, uszyłam ją z czapki reklamowej pewnej czekolady z mleka fioletowych krów, więc i czapka jest fioletowa, a nie niebiesko-popielato-niewiadomojaka, jak twierdzą zdjęcia. Musiałam też przykryć biały napis na samym środku, zwłaszcza, że był do góry nogami. Szukając jakiejś fajnej aplikacji, w folderze z inspiracjami znalazłam zdjęcia karuzelki z filcowymi zwierzaczkami - miś podpasował mi idealnie figurą i słodkością, ale kolorystycznie już nie teges. No ale skoro to odzienie zimowe to i polarny bardziej pasuje od baribala, nie? Niestety nie mam linku do źródła, ale zaznaczam, że wzór nie mój. Wykrojony oczywiście z tej samej flanelowej pieluchy, z której jest lewa strona chustki, a która została mi jeszcze po tej owcy.

A skoro o Świętach i szyjogrzejach mowa, to taki otulacz wydłubałam na palcach:


Dostał się mojej Mamie :)

środa, 27 listopada 2013

Jesienne kominy

Uszyłam kominy z surowców wtórnych!
Zaczęło się od tego, że Siostra zrobiła czystki w szafie i obdarowała mnie nienoszonymi ubraniami "masz-może-ci-się-przyda". No i przydało się. Tu ciachnąć rękawy, tam dekolt, złapać po brzegach ściegiem overlockowym, żeby było węziej i prościej, z jednego brzegu zszyć warstwę prawą i podszewkę, z drugiego zostawić gotowe doły bluzek. Poszły 2 bluzki Siostry, jeden podkoszulek Koleżanki pozyskany w identyczny sposób, oraz jeden sweter z mojej własnej szafy, którego mi nie żal (czarnych swetrów Ci u mnie dostatek, w dodatku był 100% akryl, brr!). Zainspirowałam się oczywiście boskimi kominami Boskiej Teddies, ale gdzież mi tam do oryginału! Dla Julki zrobiłam zatem uszy królicze, dla siebie ostatecznie zredukowane ;)  Ale nie szkodzi, bo i tak uszaty wyszedł na Julkę za duży, więc bez większego żalu użyczała mi go w cieplejsze dni. Bo ja te kominy to uszyłam jakoś na przełomie września i października...
Ponieważ druga (współ)właścicielka początkowo pozować w swoim nie chciała, a gdy już zechciała to na tle bałaganu, oba kominy zaprezentuję na sobie (uwaga, będzie twarz).

Włala!



To wywinięcie to jest specjalnie, żeby pokazać środek :) a że jest krzywo szyte i wywija się samo, to już inna sprawa :P


Szału nie ma, szyć to ja się jeszcze długo nie nauczę, ale przynajmniej ciepło przy karku, co nie? ;)


czwartek, 26 września 2013

O Żonie, co wredną babą była.

Pewnego razu Zapracowany Mąż poprosił uprzejmie swą Małżonkę o naszycie łatki na spodniach. Niefortunnie kapnął mu klej i plamkę pozostawiwszy, szpecił odzież okrutnie godząc we wrażliwy zmysł estetyczny. Wszak spodnie były czarne, a plamka - biała. Zatroskana Małżonka polecenie prośbę do wiadomości przyjęła i po pewnych, nie wartych wzmianki perypetiach, szpetotę zasłoniła. A, że z natury wredną była, korzystając z okazji, że zarówno Mąż, jak i Dziecięcia, już dawno smacznie spali i nikt na łokciu jej nie wisiał, ni przez ramię nie spozierał, postanowiła łatki nudno gładkiej nie zostawiać, ale psikusa Mężowi sprawić. Łatkę nitką przyozdobiła, spodnie złożyła, do szafy schowała, po czym wyjęła, sfotografowała, ponownie złożyła i schowała. Ciekawość, kiedyż ów się zorientuje..



Morał z tej historii taki, by mężowie, choć zapracowani, nie zapominali, że wszystko w domu nie robi się samo :P

piątek, 28 czerwca 2013

Tunika z tetry - DIY


Ha! Znów użyłam materiału niezgodnie z przeznaczeniem. Tym razem to nie filcowe szmatki, ale pieluchy tetrowe :)
Pomysł tym razem nie jest mój, ale mojej Mamy. Zadanie brzmiało: uszyć Julci luźną bluzkę z długim rękawem, wspomagającej ochronę przed owadami i słońcem na działce. Kiedy Mama zobaczyła takie drukowane tetry w Pepco (mogłabym zamieszkać w tym sklepie) nad jej głową zajarzyła się żaróweczka. Wybrałyśmy na początek dwie, Mama wytłumaczyła mi swoją wizję, ja przytaknęłam "Yes, I can!" i...ognia!

Tak robiłam. Jeśli komuś potrzebne, mogę dodać opis :)
Pierwsza (ze słonikami) wyszła troszkę węższa, dlatego drugą skroiłam szerzej żeby służyła dłużej. Wymaga za to doszycia troczków, ale to już w tzw. "międzyczasie".  Na modelce prezentują się tak:

Nim zdążyłam sięgnąć po aparat pierwsza tunika dostała nowych, truskawkopochodnych wzorków . Nic to, sprały się ;)
Córa zadowolona, bo wygodne, przewiewne i w ładne wzorki. Ja też zadowolona, bo to moje pierwsze szycie odzieży, i to dla tak ważnego odbiorcy! ;)


Edit: Ten post bierze udział w Link Party u Speckled Fawn: