...a jeszcze przed Bożym Narodzeniem uszyłam polarową chustkę na szyję. Miała być dla Ani, ale okazała się za szeroka na niemowlaka. Dostała ją więc Julka. Okazała się za szeroka również na niemaltrzylatka, ale i tak ją nosi.
Dla Ani skroiłam już nową, mniejszą, ze ścinków po tej pierwszej, wzorując się na fasonie Martyny, o tym tutaj. Oczywiście jeszcze jej nie pozszywałam, może w czerwcu...
Btw, uszyłam ją z czapki reklamowej pewnej czekolady z mleka fioletowych krów, więc i czapka jest fioletowa, a nie niebiesko-popielato-niewiadomojaka, jak twierdzą zdjęcia. Musiałam też przykryć biały napis na samym środku, zwłaszcza, że był do góry nogami. Szukając jakiejś fajnej aplikacji, w folderze z inspiracjami znalazłam zdjęcia karuzelki z filcowymi zwierzaczkami - miś podpasował mi idealnie figurą i słodkością, ale kolorystycznie już nie teges. No ale skoro to odzienie zimowe to i polarny bardziej pasuje od baribala, nie? Niestety nie mam linku do źródła, ale zaznaczam, że wzór nie mój. Wykrojony oczywiście z tej samej flanelowej pieluchy, z której jest lewa strona chustki, a która została mi jeszcze po tej owcy.
A skoro o Świętach i szyjogrzejach mowa, to taki otulacz wydłubałam na palcach:
Dostał się mojej Mamie :)
środa, 5 lutego 2014
wtorek, 4 lutego 2014
Nadrabiam vol.2 (Anioł)
Wspominałam poprzednio, że zachowały się dwa aniołki z zabaw (a raczej rzucanych mi wyzwań) z masą solną. Oto pierwszy z nich. Już dawno miałam ochotę wydłubać twarz 3D i tak mi to wyszło:
W trakcie pracy uznałam, że ten anioł ma jakiś taki ciążowy charakter,więc złapał się za wystający brzuszek i dostał misję: "Będziesz wspierał Mamę i Synka, którzy bardzo potrzebują teraz anielskiej opieki". Po wyjęciu z pieca stwierdziłam zapadnięcie brzuszka oraz urok, którego nie trza psuć. Pozostał więc taki sote. Pilnuje mojej Przyjaciółki i jej Brzuszka :)
W trakcie pracy uznałam, że ten anioł ma jakiś taki ciążowy charakter,więc złapał się za wystający brzuszek i dostał misję: "Będziesz wspierał Mamę i Synka, którzy bardzo potrzebują teraz anielskiej opieki". Po wyjęciu z pieca stwierdziłam zapadnięcie brzuszka oraz urok, którego nie trza psuć. Pozostał więc taki sote. Pilnuje mojej Przyjaciółki i jej Brzuszka :)
poniedziałek, 3 lutego 2014
Nadrabiam.. vol.1
Ja wiem, że późno, że już dawno wszyscy zapomnieli, ale skoro wreszcie zgrałam zdjęcia i nawet poddałam je pewnej obróbce, to pokazuję.
Na Dzień Babci i Dzień Dziadka zrobiłyśmy z Julką, przy głośnym dopingu Ani, masosolne duperele. Choć nie, nie tylko dopingu, Ania też przyłożyła do tego swoją rękę :)
Córka moja starsza podłapała bakcyla i od tamtej pory codziennie musimy zrobić mase. Na szczęście już drugiego dnia poszłam po rozum do głowy i, miast utrwalać wiekopomne dzieła potomkini, większość zagniatałam z powrotem i do worka (a potem do słoika - racjonalizatorski pomysł mojej córki!). Najpierw było ja chce robić kształty, czyli odbijać w masie foremki do ciastek. Ale wkrótce zmieniło się na zrobiś mi aniołka taaak?, z czego zachowały się dwa. Potem Julka rozwinęła swą inwencję i weszłyśmy w stadium mamo ja chce sowe!. Sowy zrobiłam w sumie dwie, śliczne!. Powędrowały na kaloryfer, skąd niestety szybko spadły. Tzn nie spadły, zostały zdarte. Zniszczone. Na śmierć.
Od tamtej pory każdy kolejny ślimak/aniołek/dinozaur (bo inwencja Julki stale się rozwija) ląduje z powrotem w słoju, bo po co mam cierpieć ;)
.. a sowę to ja sobie jeszcze zrobię, tylko po kryjomu ;>
Poniżej efekty naszej współpracy:
dla Babci aniołek - ja nadałam kształt i kolor a Julka fakturę i teksturę.
Niestety przy wręczaniu Ani się upuściło torebeczkę , a że docisk to Julka ma niezły, w newralgicznych punktach się rozczłonkował.. Poratował nas klej na gorąco, i to dwukrotnie, bo nazajutrz Julia testowała wytrzymałość nowego łączenia i nie zdał.
A dla Dziadka taka pamiątka:
Julka rokuje na fankę StarTreka ;) ...albo hip hopu :O
A to to wygląda jak drewienko - zadumał się Dziadek..
A już wkrótce reminiscencja jeszcze wcześniejszych świąt - muszę się pochwalić co uszyłam dziecku na Gwiazdkę ;)
Na Dzień Babci i Dzień Dziadka zrobiłyśmy z Julką, przy głośnym dopingu Ani, masosolne duperele. Choć nie, nie tylko dopingu, Ania też przyłożyła do tego swoją rękę :)
Córka moja starsza podłapała bakcyla i od tamtej pory codziennie musimy zrobić mase. Na szczęście już drugiego dnia poszłam po rozum do głowy i, miast utrwalać wiekopomne dzieła potomkini, większość zagniatałam z powrotem i do worka (a potem do słoika - racjonalizatorski pomysł mojej córki!). Najpierw było ja chce robić kształty, czyli odbijać w masie foremki do ciastek. Ale wkrótce zmieniło się na zrobiś mi aniołka taaak?, z czego zachowały się dwa. Potem Julka rozwinęła swą inwencję i weszłyśmy w stadium mamo ja chce sowe!. Sowy zrobiłam w sumie dwie, śliczne!. Powędrowały na kaloryfer, skąd niestety szybko spadły. Tzn nie spadły, zostały zdarte. Zniszczone. Na śmierć.
Od tamtej pory każdy kolejny ślimak/aniołek/dinozaur (bo inwencja Julki stale się rozwija) ląduje z powrotem w słoju, bo po co mam cierpieć ;)
.. a sowę to ja sobie jeszcze zrobię, tylko po kryjomu ;>
Poniżej efekty naszej współpracy:
dla Babci aniołek - ja nadałam kształt i kolor a Julka fakturę i teksturę.
Niestety przy wręczaniu Ani się upuściło torebeczkę , a że docisk to Julka ma niezły, w newralgicznych punktach się rozczłonkował.. Poratował nas klej na gorąco, i to dwukrotnie, bo nazajutrz Julia testowała wytrzymałość nowego łączenia i nie zdał.
A dla Dziadka taka pamiątka:
Julka rokuje na fankę StarTreka ;) ...albo hip hopu :O
A to to wygląda jak drewienko - zadumał się Dziadek..
A już wkrótce reminiscencja jeszcze wcześniejszych świąt - muszę się pochwalić co uszyłam dziecku na Gwiazdkę ;)
sobota, 7 grudnia 2013
Czytelnie..
..dla głównych zainteresowanych :)
Machnięte szybko, późno, właściwie już nosem. Choinkowe pokoloruję :)
czwartek, 28 listopada 2013
Wianek - sezon zima'13
U mnie już bomb(k)owo ;)
W tym sezonie wianek w stylu .. romantycznym?
Reakcja Julci: To som bompki. Cieba ubiełać chinke! Chyba ona jest w szafie. I ciągnie matkę do tej szafy. Dzieci są niesamowicie spostrzegawcze :) Niesamowicie niesamowite :)
środa, 27 listopada 2013
Jesienne kominy
Uszyłam kominy z surowców wtórnych!
Zaczęło się od tego, że Siostra zrobiła czystki w szafie i obdarowała mnie nienoszonymi ubraniami "masz-może-ci-się-przyda". No i przydało się. Tu ciachnąć rękawy, tam dekolt, złapać po brzegach ściegiem overlockowym, żeby było węziej i prościej, z jednego brzegu zszyć warstwę prawą i podszewkę, z drugiego zostawić gotowe doły bluzek. Poszły 2 bluzki Siostry, jeden podkoszulek Koleżanki pozyskany w identyczny sposób, oraz jeden sweter z mojej własnej szafy, którego mi nie żal (czarnych swetrów Ci u mnie dostatek, w dodatku był 100% akryl, brr!). Zainspirowałam się oczywiście boskimi kominami Boskiej Teddies, ale gdzież mi tam do oryginału! Dla Julki zrobiłam zatem uszy królicze, dla siebie ostatecznie zredukowane ;) Ale nie szkodzi, bo i tak uszaty wyszedł na Julkę za duży, więc bez większego żalu użyczała mi go w cieplejsze dni. Bo ja te kominy to uszyłam jakoś na przełomie września i października...
Ponieważ druga (współ)właścicielka początkowo pozować w swoim nie chciała, a gdy już zechciała to na tle bałaganu, oba kominy zaprezentuję na sobie (uwaga, będzie twarz).
Włala!
Zaczęło się od tego, że Siostra zrobiła czystki w szafie i obdarowała mnie nienoszonymi ubraniami "masz-może-ci-się-przyda". No i przydało się. Tu ciachnąć rękawy, tam dekolt, złapać po brzegach ściegiem overlockowym, żeby było węziej i prościej, z jednego brzegu zszyć warstwę prawą i podszewkę, z drugiego zostawić gotowe doły bluzek. Poszły 2 bluzki Siostry, jeden podkoszulek Koleżanki pozyskany w identyczny sposób, oraz jeden sweter z mojej własnej szafy, którego mi nie żal (czarnych swetrów Ci u mnie dostatek, w dodatku był 100% akryl, brr!). Zainspirowałam się oczywiście boskimi kominami Boskiej Teddies, ale gdzież mi tam do oryginału! Dla Julki zrobiłam zatem uszy królicze, dla siebie ostatecznie zredukowane ;) Ale nie szkodzi, bo i tak uszaty wyszedł na Julkę za duży, więc bez większego żalu użyczała mi go w cieplejsze dni. Bo ja te kominy to uszyłam jakoś na przełomie września i października...
Ponieważ druga (współ)właścicielka początkowo pozować w swoim nie chciała, a gdy już zechciała to na tle bałaganu, oba kominy zaprezentuję na sobie (uwaga, będzie twarz).
Włala!
To wywinięcie to jest specjalnie, żeby pokazać środek :) a że jest krzywo szyte i wywija się samo, to już inna sprawa :P
Szału nie ma, szyć to ja się jeszcze długo nie nauczę, ale przynajmniej ciepło przy karku, co nie? ;)
czwartek, 26 września 2013
O Żonie, co wredną babą była.
Pewnego razu Zapracowany Mąż poprosił uprzejmie swą Małżonkę o naszycie łatki na spodniach. Niefortunnie kapnął mu klej i plamkę pozostawiwszy, szpecił odzież okrutnie godząc we wrażliwy zmysł estetyczny. Wszak spodnie były czarne, a plamka - biała. Zatroskana Małżonka polecenie prośbę do wiadomości przyjęła i po pewnych, nie wartych wzmianki perypetiach, szpetotę zasłoniła. A, że z natury wredną była, korzystając z okazji, że zarówno Mąż, jak i Dziecięcia, już dawno smacznie spali i nikt na łokciu jej nie wisiał, ni przez ramię nie spozierał, postanowiła łatki nudno gładkiej nie zostawiać, ale psikusa Mężowi sprawić. Łatkę nitką przyozdobiła, spodnie złożyła, do szafy schowała, po czym wyjęła, sfotografowała, ponownie złożyła i schowała. Ciekawość, kiedyż ów się zorientuje..
sobota, 27 lipca 2013
Wygrana u MagOOmamy :)
Taka byłam podekscytowana wygraną, że podałam adres rodziców.. co uświadomiłam sobie po kilku dniach :)
Cudeńka odebrałam z poczty tydzień temu, ale dopiero dziś znalazłam czas (i siły), żeby przerzucić zdjęcia z aparatu i coś napisać. Zresztą, co będę pisać, przecież wszyscy wiedzą jakie wspaniałości wychodzą spod szydełka MagOOmamy.
Mogę tylko dodać, że Julka natychmiast z zachwytem przywłaszczyła sobie obie bransoletki (skubana, od razu wiedziała co to i gdzie ma założyć), jedną broszkę zwykle każe przypinać sobie, a drugą mi (tudzież sama mi przypina znienacka w plecy, a łatwo się domyśleć jak przypina broszkę dwulatka i na jaką wysokość od podłogi sięgają jej rączki..). Ale jak tylko Ania podrośnie otrzyma swój komplecik. Bo tak naprawdę chowam te cuda, zwłaszcza broszki ;) na przyszłość, gdy już te i tamte małe łapki nie będą siać destrukcji. Tylko od czasu do czasu wyjmujemy je, by przez chwilkę (i pod ścisłym nadzorem dorosłych!) nacieszyć nimi oczy :)
wtorek, 16 lipca 2013
Znowu się chwalę, bo mam czym :)
Ha ha!
Japa mi się sama śmieje i przestać nie może. Przed chwilą odtańczyłam kolejny taniec radości, bo właśnie się dowiedziałam o kolejnej wygranej! Tym razem szydełkowe cudeńka MagOOmamy. Piękny zestaw nr 3 - dwie broszki i dwie bransoletki w odcieniach szarości, dumnie nosić będą moje panny :)
Do tego miła wizyta dobrego kolegi i jeszcze milsza wieczorna videopogawędka z mężem, no czyż nie był to udany dzień? I dzieci jakby grzeczniejsze.. ;)
A jak jesteśmy przy szydełkowych cudeńkach, to się pochwalę dziełem mojej kochanej Mamusi. W niedzielę chrzciliśmy Anię i na tę okazję babcia udziergała jej buciki, o takie:
Japa mi się sama śmieje i przestać nie może. Przed chwilą odtańczyłam kolejny taniec radości, bo właśnie się dowiedziałam o kolejnej wygranej! Tym razem szydełkowe cudeńka MagOOmamy. Piękny zestaw nr 3 - dwie broszki i dwie bransoletki w odcieniach szarości, dumnie nosić będą moje panny :)
Do tego miła wizyta dobrego kolegi i jeszcze milsza wieczorna videopogawędka z mężem, no czyż nie był to udany dzień? I dzieci jakby grzeczniejsze.. ;)
A jak jesteśmy przy szydełkowych cudeńkach, to się pochwalę dziełem mojej kochanej Mamusi. W niedzielę chrzciliśmy Anię i na tę okazję babcia udziergała jej buciki, o takie:
A tutaj Aniałek w całości :)
poniedziałek, 15 lipca 2013
Chwalę się :D
W piątek rano odwiedził mnie pan listonosz. Przyniósł mi paczkę. Wyjąwszy drżącymi rękami cenną zawartość zaniemówiłam. A potem krzyknęłam z zachwytu. A potem to już tylko piałam z radości :)
Nie potrzeba słów, popatrzcie:
Subskrybuj:
Posty (Atom)













