wtorek, 14 kwietnia 2015

Fluttershy

Modelinowa Fluttershy dla Julci.
Modelina fluorescencyjna i niby zapachowa (bez przesady, po prostu nie śmierdzi plastikiem) z osiedlowego sklepiku. Kolory fajne, ale jakość fatalna; nogi i uszy odpadają, grzywa już połamana. Niestety nie chce się za dobrze skleić.
A miał być taki fajny wisiorek.. ;)



Rozmiar zbliżony do Pinkie Pie, wzorowana oczywiście na dziele Ewy (link do filmu na YT).

wtorek, 10 marca 2015

kolejny hippokamp

Koniki morskie to moje ulubione zwierzęta, mówiłam już?
Anyway, Zuzia kazała mi coś opublikować, a te zdjęcia było najłatwiej i najszybciej przygotować.
Historia tego projektu jest banalna - przypadkiem (chyba przez pinterest) trafiłam na sklep http://alabamachanin.com, a tam na  tego typu rzeczy,  zachwyciłam się, przeraziłam (cenami), powiedziałam "pffff! żadna filozofia", podumałam i zrobiłam.
Nad wyborem motywu wcale długo nie myślałam, pławikonik wydał mi się odpowiedni ze względu na "żeberka". Wyrysowałam na kartce, wycięłam, odrysowałam mydełkiem na koszulce i ręcznie "haftowałam", na koniec wycinając dziury.
 Mam w planach zrobić jeszcze motyla. Akurat mam dwie gładkie koszulki, które mają podwójną warstwę materiału na przodzie, co prawda w jednym odcieniu, ale na początek ujdzie. Konik wylądował na brązowej i obszyty jest turkusową nitką. Motyl będzie zielony na fuksjowym tle. Będzie.. kiedyś.. ;)
Nie wyszło jakoś super-równo, ale noszę.


Aha, to było jakieś rok temu..



wtorek, 3 lutego 2015

Karnawał 2015

Bal karnawałowy za nami. Julia zachwycona. Zadanie wykonane. Uff..
Pomysł na przebranie pojawił się natychmiast na wieść o balu, czyi jeszcze w listopadzie.. Po prostu już wcześniej trafiłam na kostiumy BloomsNbugs na etsy i przepadłam :)
Mój co prawda nie wygląda identycznie, ani tez nie kosztował mnie 133 zł (plus przesyłka), ale inspiracja jest widoczna. Uważam zresztą, że pomysł ze spódniczką tutu jako bazą dla kostiumów różnych bajkowych postaci jest po prostu świetny, brawa dla autorki! Na jej blogu  jest nawet instrukcja jak zrobić taki strój :)

A tak się prezentuje moja interpretacja przebrania Pinkie Pie:
- spódniczka ze znaczkiem i ogonem
- opaska z grzywą i uszkami
- filcowa broszka Pinkie Pie -taki "identyfikator" :)
- różowa bluzka i rajstopki wygrzebane z szafy, obuwie standardowe ;)





I na właścicielce:


środa, 28 stycznia 2015

Wszędzie Pinkie Pie!

...A prezentem urodzinowym dla Julci w tym roku będzie... modelinowa Pinkie Pie :)
Wykonałam ją z najtańszej modeliny z supermarketu wg tego tutoriala Ewy.  To, że trafiłam na filmy Ewy to dla mnie super sprawa i potężny zastrzyk weny. Znowu chce mi się chcieć!

Pamiętacie stare dobre "Domowe Przedszkole" i Panią Kredkę? Pojawiały się często właśnie takie modelinowe lepianki i przyznam się teraz, że będąc już w wieku dawno nieprzedszkolnym, jeśli tylko byłam rano w domu, oglądałam "DP" tylko po to, by zobaczyć, czy będzie modelina :) Kiedyś próbowałam znaleźć w sieci te fragmenty starszych odcinków, ale bez skutku. Na TVP VOD można obejrzeć nowsze produkcje, ale już bez tego fajnego kącika. Za to niedawno zobaczyłam przypadkiem na TVP ABC właśnie takie lepienie modelinowej żyrafki. A potem trafiłam na You Tube na kanał Ewy i okazało się, że to właśnie to! Ponadto lepienie Ewy można obejrzeć w programie dla dzieci "Miś i Margolcia", dostępnym też na TVP VOD.

Ale wracając do tematu, moja Pinkie jest wisiorkiem. Rozmiar podyktowany został zasobnością  w różową modelinę. Grzywa i ogon to już mieszanka kolorów, fuksja to to nie jest, ale można podciągnąć pod "ciemny róż"... ;)




Jak łatwo się domyślić, moja niespełna czterolatka przechodzi fazę My Little Pony. Może Pinkie Pie nie jest akurat jej najulubieńszym kucykiem, ale chyba najłatwiejszym do zrobienia - w dowolnej technice. Dlatego padło na nią. Również w kwestii wyboru przebrania na przedszkolny bal karnawałowy.. ale to następnym razem. 

Poniżej tylko mała zajawka, dodatek do naszego kostiumu, filcowa broszka:





wtorek, 27 stycznia 2015

Baletnica

Ha!
W poprzednim poście zapowiedziałam prezentację właściwego prezentu urodzinowego Julki. Z naiwną nadzieją, że nastąpi to niebawem.. Za dwa miesiące Julka ma kolejne urodziny. I wiecie co, w następnym poście będzie prezent na te nadchodzące właśnie. Nie dlatego, że znowu zapowiada się długa przerwa. Po prostu, jest już gotowy ;)

Ale najpierw zaległy:


środa, 9 lipca 2014

Korona dla Jubilatki

Ale mam zaległości..! :P Co się będę tłumaczyć, wszyscy wiedzą jak jest ;) Właśnie zobaczyłam datę ostatniego posta i to mnie zmobilizowało. Po sprawdzeniu dysku okazało się, że mam nawet gotowe zdjęcia, no to siup:
Na trzecie urodziny mojej Julci przygotowałam m.in. koronę (oryginalne że hej!).  Te urodziny były pod koniec marca..



..ale korona nadal w użyciu, znaczy, że się podoba :)
Następnym razem pokażę prezent "właściwy". Mam nadzieję, że niedługo :)

piątek, 2 maja 2014

Myszki dwie

Mniej więcej w czasie, gdy publikowałam poprzedni post, powstały czapeczki na sezon wiosna/jesień.
Taa, wiem.. mam taki poślizg w blogowaniu, zarówno czynnym, jak  i biernym, że uzbierało mi się niemal 800 nieprzeczytanych postów.. :0
Geneza:
Spacer. Julka w berecie (na zimową czapę uszatkę już za ciepło), uszy wciąż na wierzchu, a jak  nie uszy to czoło i odsłonięte zatoki. Każda matka ma jakiegoś fioła, ja mam na punkcie uszu i zatok właśnie. Trybi-trybi "to może samej uszyć.." trybu-trybu "taka nie za ciepłą, ale na uszy i głęboko na czoło.." tryb-tryb-tryb "jak Myszka Minnie nie przymierzając. No kurcze, uszy przecież też można!"
Jeszcze tego samego dnia los czarnych ciążowych legginsów został przesądzony. Następnego zaś prototyp okazał się za ciasny na trzylatkę i dostał się w spadku młodszej siostrze. Zatem przesądził się los czarnego T-shirtu, z którego akurat wyrosłam :) Przy okazji olśniło mnie, że kiedyś koleżanka obdarowała mnie  w celach recyclingowych czerwoną piżamą w kropki - ideolo! Szyjąc drugi egzemplarz dopracowałam ten dziubek na środku, w pierwszej przy odszywaniu się zgubił..
Bardzo trudno o zdjęcia na modelach żywych, kto próbował, ten wie ;) W każdym razie przy poprawnym nałożeniu czapy, uszy stoją.
Na koniec nadmienię, że wszystkie babcie na dzielni się oglądają, a co śmielsze sąsiadki czynią sympatyczne uwagi. Właścicielkom też się podoba. Zwłaszcza Julia domaga się czapy nawet gdy pogoda nie wymaga, natomiast Ania wyjątkowo rzadko ją zrywa, w stosunku do innych czapek :> Ja zaś najbardziej jestem zadowolona z tego, że spełniają swoją funkcję i nie muszę co chwila czapek dzieciom poprawiać.
Uszyte na maszynie, ręczne wykończenie uszu (pikowanie?), pomysł i projekt mój, inspirowany postacią z popularnej kreskówki :)

Pozuje tylko jedna i ta sama myszka. Druga na zdjęciach wychodzi rozmyta ;)
EDIT: Dla tych, co lubią te klimaty - patrzcie, co ta Martyna znowu wymyśliła! klik :)))

poniedziałek, 24 marca 2014

Owca stojąca

Właśnie się zorientowałam, że mniej więcej rok temu też powstała owca :)
Ta dzisiejsza uszyła się jeszcze w lutym, i to w pierwszej połowie lutego - takie mam tempo publikowania :) To nie koniec podobieństw - uszyte są dokładnie z tej samej pieluchy i szmatki, tylko pyszczek tym razem jest z mikrofazowego prześcieradła (tamta ma z surówki). Szyta jest też wyłącznie ręcznie, ale tym razem trochę dłużej ;)
Posiłkowałam się tym tutorialem. A następnego dnia przyjrzałam się wykrojowi z tego  - widzicie to? I pomyśleć, że dysponując ok 3-4 wersjami wykroju na tę zabawkę, przypadkiem wybrałam sobie najbardziej skomplikowany :P nic to, mam teraz ambicję zrobić po jednej z każdego ;)
Aha, panna jest niziutka, ma 15 cm wzrostu. Spódnica jest z koła, jakaś taka za długa na tutu, żeby nazwać ją baletnicą, więc dałam jej na imię Marylin :>
Zrobiłam ją dla siebie. Nawet nie próbuję tym razem oszukiwać siebie, że dla dziecka. Jest krzywa, "wyszczerzona" (szew na pysku daje wrażenie zębów barrakudy), ale jest moja własna i ją lubię :)
Lejdis end dżentlmen, Marylin!


piątek, 7 lutego 2014

Nadrabiam vol.5 (tildowy aniołek)

Moja Mama obchodziła niedawno okrągłe urodziny. W ostatniej chwili wpadłam na pomysł, żeby jako dodatek do prezentu podarować aniołka. Ciałko miałam gotowe, bo taki maluch łaził za mną od dawna. Natchnęły mnie oczywiście anioły Agaphci - ta kobieta dodaje mi skrzydeł :)
Tym razem naprawdę przyłożyłam się do ubranka i detali. Tu koralik, tam siedem ;) I ze skrzydłami poszalałam, a co! Nadłubałam się co prawda przy takich małych tildowych, ale po ubraniu golasa uznałam, że stara flanela nie pasuje do perłowo-złotej "skóry" :P
Jak wspomniałam, był to dodatek do prezentu głównego - torebki, i do tej torebki się łatwo zmieści - ma 21 cm wzrostu :> Szyty całkowicie ręcznie.
Nieskromnie uważam go za moje koronne dzieło. Jak dotąd. :>










czwartek, 6 lutego 2014

Nadrabiam vol.4 (lala dla Julci)

Wspomniałam już, że uszyłam coś Julce na Boże Narodzenie. Lalkę. Ale nie byle jaką. To musiała być specjalna lalka, która miała zastąpić porcelanową, a którą obiecałam uszyć natychmiast po tym, jak porcelanowa straciła twarz.
Lalka musiała pasować do stroju i akcesoriów, planowałam też wykorzystać włosy poprzedniczki - na szczęście były peruką na siatce przyklejoną do głowy. Po pół roku od nieszczęśliwego wypadku oryginału udało mi się wreszcie zrealizować obietnicę. Był to projekt zakrojony na ogromną skalę. Zanim się do niego wzięłam przewertowałam internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu instrukcji szycia idealnych lalek. Koncepcja nóg zmieniała się kilka razy, marzy mi się lala stojąca, ale tu stopki musiały się zmieścić w małe buciki, więc chciałam im nadać chociaż ładny kształt..hm..no, chciałam :) Stałymi punktami były tylko: głowa - dynia i ręce - z przeszytymi paluszkami. Wykrój poprawiałam kilka razy, żeby strojna błękitna suknia układała się jak najładniej. I co? Gucio. Wyszła za chuda, suknia na niej wisi (dlatego zdjęć nie będzie), więc dostała nowe, współczesne ubranko. Tak współczesne, że top pozbawiony jest wykończeń i może też pełnić rolę sukienki/tuniki. Głowa wyszła też średnio, ale nie jest AŻ TAK nieforemna jak na zdjęciach. Serio.
Najważniejsze, że Julce się podoba i Lala zjeździła z nią już pół województwa (w wielkim zaokrągleniu).
Zadowolona jestem z twarzy - wyszywałam ją bez żadnego szkicu, zupełnie od czapy. Oczkom dodałam granatową nitkę - tak, tak, ma tęczówki! ;)
Mam oczywiście w planach uzupełnienie garderoby Lali. Jak też Królika , którego niezdejmowalne ubranko okazało się zdejmowalne, jeśli zlecić to małej dziewczynce - jest okazja poszaleć :) I potrenować, bo nie ukrywam, że ubrania moich szyjątek to najbardziej niedopracowany element całości. Ale przy ostatnim projekcie naprawdę się przyłożyłam! O tym następnym razem, a tymczasem - Panie i Panowie, LALA: